Ferie, które miały wyglądać zupełnie inaczej…

Ferie to czas, na który jako dziecko wyczekiwałam z utęsknieniem i ogromną radością. Kojarzyły mi się przede wszystkim ze śniegiem. Nieważne było ile dzieci będzie na osiedlu, w co będziemy się bawić. Ważne było to, aby za oknem było biało. Od kilku lat ten czas niestety wygląda inaczej, a białe święta czy ferie wspominam tylko na rodzinnych zdjęciach.
Ferie w tym roku są po prostu inne, ale to nie znaczy, że mamy nie poczynić starań, by wspominać je równie miło.
Pare dni temu rozmawiałam z koleżanką, która ma 7-letniego syna i nasza półgodzinna rozmowa opierała się głównie na tym co robić z dzieckiem podczas tych specyficznych tegorocznych ferii w domu.

Pomysłów jak się okazuje jest naprawdę sporo. Najważniejsze to mieć po prostu dobre chęci. Chętnie opowiem Wam jak to wyglada u nas i z przyjemnością poczytam jak Wy spędzacie ten wolny czas od szkoły z Waszymi pociechami. Może wbrew pozorom otuchy doda Wam fakt, że u nas też nie jest łatwo… 😉

Uprzedzę ewentualne pretensje – wiem, że ten materiał powinien pojawić się wcześniej, ale potrzebowaliśmy chwili by sprawdzić jak właściwie będzie to wszystko wyglądało. Teoretyzowanie i doradzanie w tak specyficznych czasach i okolicznościach, w jakich się znajdujemy, byłoby pustym tekstem, a nie o to tu chodzi. Przed nami ostatni tydzień ferii zimowych, więc wykorzystajmy go możliwie najlepiej.

Spacery

Proces od hasła „idziemy na dwór ” do wyjścia, jest bardzo długi w naszym domu. Nie będę ukrywała, że jak dla mnie jest on również bardzo męczący. Leoś chce zostać w domu, Antek chce wyjść. Po 5 minutach jest na odwrót, aż wreszcie yupi! Udaje się i wychodzimy. Potem przechodzimy jeszcze szereg negocjacji, w których próbujemy wybić Antkowi z głowy zabieranie ze sobą wszystkich zabawek, rowerka biegowego, hulajnogi, piłki etc., a z Leosiem do ostatniej chwili spieramy się kwestii destynacji spaceru.

Dla 7 latka spacery bez celu już nie są zbyt atrakcyjne. My wychodzimy z założenia, że miejsce, do którego się udajemy powinno być nieprzebodźcowane (taki nasz neologizm…), a atrakcje mają wynikać z inicjatywy i kreatywności nas – rodziców. O co chodzi z tymi bodźcami… Na codzień poruszamy się w bardzo dynamicznym środowisku, pełnym ludzi, hałasu, samochodów, spraw do załatwienia, neonów, reklam, kolorów i świateł. Podczas naszych spacerów szukamy ukojenia od natłoku tego wszystkiego.

Chyba najłatwiej nam jest porównać to do rysowania. Na codzień nasza kartka jest już pełna od malowideł, kolorów, różnych wzorów i obrazów. Każda z tych rzeczy, choćby była narysowana najpiękniej, zaczyna wzajemnie na siebie nachodzić. Czy tego chcemy czy nie, tworzy się swoista kakofonia. Te spacery dla odmiany, to dla nas czysta kartka. Wyciągamy ją po to, by złapać dystans, wziąć głęboki oddech i zacząć malować od początku. Te wspomnienia, które “narysujemy” naszym spacerem na pustej białej kartce, zapadają w pamięć i zasilają nas na cały kolejny tydzień.

Wróćmy zatem do rzeczywistości. My na przykład, wybieramy polanki, na których z Leosiem ścigamy się, budujemy z patyków szałasy dla zwierząt, albo w ruch idzie frisbee. Nic wyszukanego, ale jednak jest jakoś inaczej. Antek ma raptem 2 lata, więc dla niego atrakcyjne jest wszystko, co może robić ze starszym o 5 lat braciszkiem. Kluczem jest tutaj zagospodarowanie tego starszego.

Gry planszowe i Puzzle

Zdecydowanie jest to mój ulubiony rodzaj spędzania czasu z rodziną. Jak tylko Antek ma drzemkę w ciągu dnia, to rozkładamy planszówki i gramy. U nas na czasie gra planszowa na podstawie kultowego filmu Alberta Barille „Było sobie życie”. Do naszych ulubionych należą jeszcze „Elemele” i „Monopol”.

Jeżeli chodzi o puzzle to naszym jedynym problemem ich układania jest to, że Antek ma zawsze inny pomysł na te „już” ułożone. Patrząc na ilość puzzli w naszym mieszkaniu stwierdzam, że spokojnie mogłabym otworzyć sklepik z tymi kartonami. Jest tego masa.

Polecam Wam przy okazji puzzle, o których już wcześniej pisałam na blogu:
układ słoneczny mudpappy
puzzle ciało człowieka
-puzzle zapakowane w walizkach
gra zręcznościowa szalone patyczki

Gotowanie z dzieckiem

Pamiętam, że jak wstawiałam kiedyś na Instagramie zdjęcia Leosia, który pomaga mi w pieczeniu ciast to większość osób pytała mnie o to czy Leoś mi nie przeszkadzał. Zawsze zaprzeczam, ale przyznaję, że pieczenie, gotowanie czy szykowanie posiłku jest wtedy mocno wydłużone w czasie. 😉 Odrobina kreatywności i wspólne przygotowanie posiłku może stać się super zabawą. Możemy po prostu mocno zaangażować dziecko do pomocy, a jego wdzięczność będzie ogromna, choć zapewne nie będzie bezpośrednio okazywana… eh Ci mężczyźni! 😉 Żeby nie osiwieć i nie siedzieć 2 godziny na SOR, nasze dziecko możemy poprosić o odmierzanie składników, formowanie czy wykrajanie ciasteczek, przygotowanie wspólnie kanapki lub wymyślenie przekąsek. Zabawa murowana!

Seanse filmowe

Filmy wybieramy wspólnie z Leosiem (Antek płynie z prądem), robimy popcorn i oglądamy. Pandemia przyśpieszyła przemiany na rynku domowej rozrywki, więc widzimy jak telewizja traci na rzecz usług streamingowych takich jak Netflix czy HBO Go.

My korzystamy z Neftlix, więc chętnie polecę Wam pozycje, które nam ostatnio przypadły do gustu.

  1. Seria “Było sobie życie”
    Fajnie przypomnieć sobie serię, którą my oglądaliśmy jako dzieci. Najwyraźniej nie zawsze chodzi o super animacje i nowocześnie komputerowo-renderowane postaci z realistyczną fizyką ruchu włosów itp. Czasami wystarczy zainteresować tym co nam najbliższe – naszym ciałem, zdrowiem, życiem. Leoś pochłania kolejne odcinki równie chętnie jak my przed laty. Okazuje się, że nie każda bajka musi ogłupiać. Po “Było sobie życie”, jego odpowiedzi na pytania natury anatomicznej, czy dotyczące funkcjonowania organizmu są zaskakująco trafne.
  2. Heidi – bajka, którą można oglądać również na TVP ABC. Ucząca empatii, emocjonalna, interesująca. Jesteśmy fanami.
  3. Klaus – chociaż Święta Bożego Narodzenia już za nami, to jednak warto poświęcić jeden wieczór na ten film. Piękna kreska, cudna historia.
  4. Cudowny Chłopak – wzruszający film (nie animowany) o tym co w sercu gra, gdy spotykamy się z brakiem akceptacji, gdy mamy trudniej, gdy największym wsparciem jesteśmy sami dla siebie. Nauka dla wszystkich: dla dzieci, dla rodziców, dla tych, którzy mają trudniej i dla tych, którzy mają łatwiej. Doskonały!

Zabawy plastyczne

Tworzenie różnych prac (obrazków, laurek, dekoracji) sprawdzi się tylko wtedy, jeżeli faktycznie z naszym dzieckiem spędzimy czas i będziemy wspólnie tworzyć różne prace. Nic tak nie zachęci dziecka do kreatywnej zabawy jak zaangażowanie rodziców. W codziennym biegu łatwo o tym zapomnieć, więc my dorośli, powinniśmy co jakiś czas powiedzieć sobie “sprawdzam” i ocenić, czy wystarczająco dużo czasu poświęcamy na wspólne aktywności.
Możemy też sięgnąć po gotowe zestawy kreatywne o których już wcześniej pisałam na blogu.
zestaw kreatywny do zdrapywania
zestaw kreatywny małe zwierzątka

Zabawy w domu

Niezmiennie nasze ulubione „statki”, zabawa w skojarzenia (pomysłowość dzieci nie zna granic), czy po prostu zabawa z ulubionymi zabawkami.
U nas niezmiennie są to
piramida wieża, staw
-zabawa w pyszna kawe drewniany zestaw do kawy
-rakieta i
-dwustronne plansze do pisania

Ćwiczenia – wyzwania

Ten artykuł zakończyłabym w tym miejscu, ale Grześ przypomniał mi, że nie uwzględniłam tutaj czegoś, co bardzo zaangażowało podczas ferii zarówno Leonarda, jak i Tatę. Chodzi o ćwiczenia fizyczne.

Chłopaki postanowili robić po 100 pompek codziennie, przez całe ferie. Leonard trenuje zapasy, więc jest dosyć sprawny i przyzwyczaił nas do tego. Okazało się jednak, że z odrobiną dodatkowej motywacji jest w stanie nas sprawić, że zaniemówimy.

Pierwszego dnia zrobił 100 pompek, dzieląc to na 6 serii. Drugiego dnia zrobił to w 5 seriach, trzeciego w 4 seriach, czwartego dnia podzielił setkę na 3 serie po 40-30-30, piątego dnia zrobił dwie serie po 50 pompek, a szóstego dnia… Słuchajcie, zanim dokończę – warto zaznaczyć, że próbowaliśmy go powstrzymać, tłumaczyliśmy, że nie warto tak szybko robić postępy i że to grozi kontuzjami… bla bla bla… Serio – próbowaliśmy. Nie udało się… szóstego dnia zrobił 100 pompek za jednym zamachem. Kopary opadły nam do podłogi, a szczególnie Grzesiowi, którego postępy są (jak to on sam ocenił) parodią postępów naszego 7-latka. ;)))

Co zabawne – dwuletni Antek, podchwycił te starania i zaczyna naśladować starszych “atletów” wykonując pozycje, które nazwaliśmy pociesznie “baby yoga”. Boki zrywać!

Wracając do tematu – nie polecam wyzwania “100 pompek dziennie”, ale zdecydowanie polecam wyzwania ruchowe typu “nie korzystamy z windy”, “robimy 20 przysiadów po przebudzeniu” itp.

Podsumowując

Pandemiczne ferie zimowe (bez śniegu), pokazały co jest najcenniejsze dla naszych dzieciaków. Nie są to wyjazdy, czy płatne atrakcje, tylko czas. Wiadomo, że fajny wyjazd na narty sprzyja i ułatwia nam to wspólne spędzanie czasu, ale damy radę i bez tego. Damy radę, bo chcemy – a jak chcemy, to możemy! Powodzenia rodzice! 💪🏻

Koniecznie dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze sposoby na te nietypowe ferie. ✌🏻

Dodaj komentarz