Sprzątać każdy może… tylko po co?

W czystym mieszkaniu żyje się milej, zdrowiej, wygodniej. Jednak żeby w mieszkaniu wieloosobowej rodziny nastała czystość, sprzątaniu trzeba poświęcić dużą część swojego dnia. To oznacza, że poza opieką nad dziećmi, pracą, gotowaniem i myciem, trudno będzie znaleźć czas na przyjemności lub zwyczajne leniuchowanie. Nie jestem ekspertem w dziedzinie psychologii, ale uważam, że tzw. „reset” należy się każdemu i jeśli nie jest dominującym elementem naszego dnia, to wprowadza równowagę, regeneruje i jest zwyczajnie zdrowy.

Czy jest w takim razie szansa na zoptymalizowanie codziennych porządków, choćby w niewielkim stopniu, aby móc skonsumować ten czas w ciekawszy sposób? Owszem, jest nadzieja!

Jeszcze kilka lat temu, robotyka kojarzyła nam się wyłącznie z wizją, która pojawiała się w filmach Science-Fiction. Obecnie robotyka wkracza do naszej codzienności i coraz częściej kojarzymy tę dziedzinę nauki z… sprzętem AGD. Robot sprzątający, bo o tym rozwiązaniu mowa, to nic innego jak zautomatyzowany odkurzacz z funkcjami smart. Oferta tego typu urządzeń dynamicznie się powiększa, wraz ze wzrostem zaufania klientów do skuteczności robotów sprzątających. Znane i lubiane marki wypuszczają swoje wersje inteligentnych odkurzaczy, ale jest jedna marka, z którą ta branża kojarzy się tak ściśle jak but sportowy z pojęciem „adidasy”. iRobot, bo o tę amerykańską markę chodzi, jest pierwszą firmą, która z sukcesem wprowadziła inteligentne odkurzacze na rynki międzynarodowe. W ofercie jest kilka modeli, które różnią się pewnymi szczegółami. My wybraliśmy model i7, ponieważ prezentował idealny stosunek możliwości do ceny.

W i7 przekonała nas między innymi nowa konstrukcja, która zapewnia odkurzaczowi większą siłę ssania i precyzyjniejsze sprzątanie, a także zmodyfikowany układ jezdny robota, dzięki któremu sprawniej porusza się bo wykładzinach. Ta druga cecha była szczególnie ważna, ponieważ 6 lat temu, bardzo naiwnie zdecydowaliśmy się z Dorką na wykończenie sypialni i pokoju Leonarda grubą wykładziną, położoną na jeszcze grubszym pianomacie. Dlaczego naiwnie? Bo uznaliśmy, że jakoś to będzie i nawet szarpnęliśmy się na bardzo jasny kolor, nie wiedząc do czego zdolne są dzieci w okresie dorastania.

A skoro mowa już o dzieciach, to jak zareagowały na nowego „domownika”? No właśnie… obawiałem się, że robot nie przeżyje dłużej niż kilka dni, a jego ostatnie chwile zarejestrują się w mojej głowie jako obraz Antka, który niczym kowboj dosiada odkurzacz i jeździ na nim po salonie. Na nasze szczęście, bardzo się pomyliłem. Nie mówię, że w innych domach, będzie tak samo, ale u nas wygląda to całkiem fajnie. Chłopaki są przyzwyczajeni do zabawek, które same jeżdżą po pokoju, unikając przeszkód itp. W związku z tym, iRobot zainteresował ich, ale nie wzbudził w nich nadmiernej ekscytacji lub chęci niebezpiecznych zabaw.

Jedną z moich pierwszych obserwacji, był fakt, że chociaż robot sprząta sam, to wszyscy są zajęci… obserwowaniem go jak sprząta. Wiem, że brzmi to komicznie, ale ten algorytmiczny sposób poruszania po pokoju, któremu towarzyszy dźwięk odkurzacza (o komfortowo niskim natężeniu), uspokajają mnie, ale jednocześnie są tak jakby hipnotyczne. Jeśli w choć niewielkim stopniu czujecie satysfakcję z rozwiązywania ciągów logicznych to z radością będziecie podglądali iRobota przy pracy.

Wspomniałem już, że iRobot bez problemu porusza się po grubej wykładzinie. A czy wspomniałem, że wjeżdża również na amortyzującą matę do zabaw o grubości 1 cm? Ta maszyna naprawdę potrafi zaskoczyć, ale także nie wybacza błędów – rozbawiła mnie nawijając na siebie kabel od słuchawek, a innym razem wyciągnąwszy całą nić, która wystawała z dolnego wykończenia zasłony okiennej. Jak widać mocy nie brakuje, więc należy zadbać o usunięcie zbędnych przedmiotów ze sprzątanych miejsc.

Urządzenie tak nam przypadło do gustu, że Leonard nadał mu imię Rico. Zazwyczaj korzystamy z pomocy Rico, gdy wychodzimy na spacer całą rodziną. Wtedy przydaje się możliwość zdalnego zarządzania robotem. Po uruchomieniu aplikacji iRobot, widzimy aktualny status urządzenia, poziom naładowania baterii lub inne istotne komunikaty. Z tego poziomu możemy uruchomić sprzątanie całego mieszkania, lub wybrać konkretne pomieszczenia do odkurzenia, korzystając z inteligentnej mapy. Mapa ta, powstaje po kilku pierwszych cyklach sprzątania. Z każdym kolejnym przejazdem robot uczy się fragmentów mieszkania i składa je później w rzut, który podzielony zostaje na pomieszczenia. Funkcja już nam się przydała, gdy w oczekiwaniu na gości zauważyliśmy, że w salonie Antek jadł bułkę i okropnie nakruszył. Rico szybciutko przeleciał wyznaczoną powierzchnię i wrócił do bazy. 

Ciekawą rzeczą jest dołączona do zestawu mała kostka, która w zależności od uruchomionego trybu, symuluje wirtualną ścianę lub wirtualne promieniste ogrodzenie. Te wirtualne bariery, przeciwdziałają wjeżdżaniu iRobota w niepożądane miejsca. Miejsce wartym oznaczenia może być np. miska z wodą dla psa, jakieś zagłębie przewodów i kabli, lub tak jak u nas – uniemożliwienie wjazdu odkurzacza do bezbrodzikowej przestrzeni prysznicowej w łazience.

Fanów nowych technologii i asystentów głosowych, ucieszy fakt, że iRobot współpracuje z Google Assistant oraz Amazon Alexa. Niestety Siri nie jest w stanie jeszcze natywnie obsługiwać odkurzacza. Jest natomiast kilka możliwości obejścia tego ograniczenia. Pierwsza, to wykorzystanie strony IFTTT (If This Than That), z protokołami zależnymi, które zautomatyzują pewne polecenia (tutoriali nie brakuje w sieci), a druga to skróty Siri. Skróty Siri to takie uproszczone skrypty, które można porównać do IFTTT. W skrócie – można zapisać skrót, dzięki któremu za pośrednictwem Siri odpalamy Asystenta Google i z jego poziomu odpalamy głosowo iRobot. Rozwiązanie z wykorzystaniem skrótów jest moim zdaniem nie optymalne (po prostu ma zbyt wiele etapów, by było wygodne na codzień). 

Warto jeszcze wspomnieć o baterii… Nie wiem, co obiecuje producent, ale pełny cykl w naszym mieszkaniu to jakieś 45 minut i na jednym pełnym naładowaniu spokojnie robot sobie z tym radzi. Gdyby jednak okazało się, że bateria jest w połowie naładowana, to nie wykluczone, że Rico zdecydowałby się na powrót do bazy, żeby uzupełnić energię, a potem kontynuowałby cykl. 

Podsumowując, urządzenie jest super. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że twardo stopająca po ziemii Dorka zaprzyjaźniła się z Rico, a przedtem postrzegała to rozwiązanie jako „produkt dla gadżeciarzy, którzy nie mają co robić z pieniędzmi”. 😉 Cena w porównaniu do normalnego odkurzacza jest dostrzegalnie wyższa, ale należy pamiętać, że w tej cenie kupujemy sobie coś bezcennego – czas. 😉

Jeśli macie jakieś pytania co do samego urządzenia, to zapraszam do zadawania ich w komentarzach i postaram się niezwłocznie odpowiadać.

Ciekawi jesteśmy również Waszych opinii na temat robotów sprzątających, a także robotów w innych dziedzinach naszego życia. Może jest jakieś urządzenie, które chcielibyście, żebyśmy przetestowali?

Jeden komentarz

Dodaj komentarz