Elegancki miejski plecak – jedna z tych rzeczy, bez których nie ruszam się z domu.

Nasze przyzwyczajenia i preferencje ciągle ewoluują. Kiedyś wychodząc z domu nie potrzebowałam niczego. Później ta próżnia zaczęła być wypełniana różnymi mniej lub bardziej potrzebnymi akcesoriami. Im więcej tych „niezbędnych” przedmiotów, tym sprytniej trzeba było się organizować. Nerki, torebeczki, sakwy, worki – było tego wiele. Teraz jestem mamą dwójki chłopców, aktywną, samo zatrudnioną mieszkanką dużego miasta i czuję, że po raz kolejny dokonała się we mnie metamorfoza. Od teraz królują plecaki! 

Z domu zabieram ze sobą kilka niezbędnych rzeczy, których łączna liczba jednak odrobinę przytłacza. Po mimo miniaturyzacji pewnych akcesoriów, wciąż mamy do czynienia z pewną liczbą bardzo istotnych drobiazgów, których nie chcemy zgubić. Klucze do domu, do auta, telefon, tablet lub laptop, jakieś chusteczki, niezbędniki COVID’owe (maseczka, żel do dezynfekcji), drobne akcesoria dla dzieci, czasami jakieś dokumenty – gdzie i jak to wszystko pomieścić?!

Dla mnie najtrafniejszy okazał się wybór plecaka miejskiego Thule z linii Spira. Minimalistyczny design, przy jednocześnie wysokim poziomie funkcjonalności, jakość wykonania i uniwersalność zastosowań. 

Mała czarna kostka pasuje właściwie do wszystkiego. Nie „krzyczy” prezentując swój branding, a jedynie dyskretnie przemyca nazwę producenta w kilku miejscach. 

Bryła plecaka fajnie prezentuje się na „nosicielu” 😉 – nie odstaje nadmiernie, dobrze wygląda zarówno do dresu, sukienki, kurtki, jak i stylu biznesowego. Nie znalazłam deklaracji, do jakiej płci dedykowany jest ten plecak, ale o tym, że mamy do czynienia z produktem unisex, świadczy fakt, że mój mąż co chwilę zabiera Spira ze sobą. Poza możliwością organizacji jego gadżecików, Grześ docenia kompaktową formę plecaka, która – uwaga, cytat – „nie ogranicza ruchów przy jeździe na deskorolce elektrycznej”. 🤦🏻‍♂️

Do wyściełanych miękkim pikowanym materiałem przegródek w kieszeni na plecach, możemy bezpieczenie „wrzucić” 10-calowy tablet oraz 13-calowego laptopa. Idealnie na spotkanie biznesowe lub do biura. 

W komorze głównej są sprytne przegródki na mniejsze elementy, oraz przegroda zamykana na suwak. Dodatkowo, osobno możemy zapakować teczkę z dokumentami i nie będzie walczyła o przetrwanie z innymi rzeczami przenoszonymi w plecaku.

Na przedzie plecaka, mamy kieszeń szybkiego dostępu ze zgrabnie ukrytym suwakiem. Fajne miejsce na najpotrzebniejsze rzeczy, które jednocześnie nie wymagają głębszego schowania.

Bardzo lubię w Thule sposób w jaki godzą stylistykę produktów z ich niezaprzeczalnie wysoką jakością. Przeszycia w najpotrzebniejszych miejscach, dobór materiałów, mięsiste paski na ramiona. Te ostatnie nie zostały wyposażone w poduszki, pianki itp., ale miło się noszą i wyglądają bardzo elegancko. 

Z tyłu, Thule Spira posiada taki materiałowy „rękaw”, dzięki któremu możemy wsunąć plecak na walizkę podróżną. Nie sprawdzałam jeszcze tej opcji w praktyce, ale sprawia to solidne wrażenie i napewno ułatwia życie na lotniskach i dworcach. Zapewne najsolidniej ten rękaw będzie współgrał z walizkami podróżnymi Thule z tej samej linii Spira.

Uniwersalne rzeczy często są zbiorem ustępstw na poszczególnych polach. Tutaj jednak mamy tylko sumę zalet. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie innego rozwiązania niż plecak – szczególnie, że jest dla kogo mieć wolne ręce… ❤️

Dodaj komentarz